Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Mam dla ciebie korespondencję ✉

Ostatnio odnalazłam swoje zakurzone pudło z wszystkimi listami, kartkami i innymi rzeczami, które dostałam do innych. Zawsze miałam do nich sentyment i szkoda byłoby je po prostu wyrzucić, bo kryją w sobie wiele wspomnień. Najwięcej jest chyba walentynek (nie myślcie tylko, że mam jakichś ukrytych adoratorów! Te walentynki pochodzą głównie podstawówki, kiedy wysyłało się je każdemu 😂) i kartek urodzinowych, ale mam tam też zaproszenia, a nawet jeden list. Co prawda, nie doszedł on pocztą tylko został mi dostarczony metodą z rąk do rąk, a szedł z bardzo daleka.

Dojeżdżanie czy mieszkanie? | Jak się mieszkało w niedomu

 
Skoro od września naukę w szkole średniej zaczynają dwa roczniki uznałam, że opisanie swoich przeżyć z bursy ma jakiś sens. W zeszłym roku, począwszy od września posty na blogu pojawiały się dosyć rzadko, a jak już były to dosyć krótkie. Pisane gdzieś w zeszycie na kolanie albo w notatkach telefonu, bo w domu nie było na to czasu. To właśnie wtedy też przypadł czas kiedy całe pięć dni w tygodniu spędzałam w bursie.


Ja do szkoły nie mam jakoś daleko, około godzina jazdy zwykłym PKS-em. Cały pierwszy rok dojeżdżałam, jednak z obawy, że druga klasa może być cięższa złożyłam papiery do bursy znajdującej się blisko szkoły. Wiecie, dojeżdżać wcale nie jest jakoś bardzo źle. Jednak wiąże się to z wcześniejszym wstawaniem, a potem czekaniem po szkole. Sama jazda, to dwie godziny wyciągnięte z całego dnia. A do tego po pewnym czasie staje się to męczące, w rezultacie po szkole przyjeżdżam zazwyczaj zmęczona (na to zazwyczaj pomaga kawa rozpuszczalna z dużą ilością mleka i cukru albo dwudziestominutowa drzemka ). A do tego ja mam skłonności do częstego zasypania podczas podróży... na szczęście nie skończyłam jeszcze w innym mieście, ale odpukać w niemalowane. Jednak dojeżdżanie ma też swoje plusy. Czasami udaje się douczyć czegoś przed lekcją, ale nie radzę odrabiać lekcji na kolanie, szczególnie kiedy droga, którą jedziecie ma więcej dziur niż asfaltu 😂
Jednak podczas jazdy autobusem mam chwilkę, żeby się pozastanawiać. Może brzmi to absurdalnie, ale najczęściej to w PKS-ach nachodzi mnie najwięcej refleksji. Mogę sobie wtedy na spokojnie posłuchać muzyki. Te dwie godzinki dają mi pretekst do chwili odpoczynku, kiedy całą resztę dnia trzeba spędzić naprawdę produktywnie. Ale wróćmy do bursy, bo to ona miała być głównym bohaterem wpisu.

Mieszkać czy nie mieszkać?


To ważne pytanie, które należy sobie zadać. Bursa czy Internat to nie hotel, a więc domowe luksusy trzeba pożegnać. Oczywiście nie jest tak źle, u  siebie do dyspozycji miałam kuchnię, był sprzęt do sprzątania, zamknięta przez cały czas sala komputerowa, biblioteka, pokoje do cichej nauki, siłownia, sale do ping-ponga, a nawet bilard. Z pokojami też było różnie, jedne większe inne mniejsze; jedne nowsze inne starsze. To przede wszystkim zależy od miejsca, do którego się wybieracie. Najlepiej jest zawieźć papiery i zapytam o możliwość obejrzenia kilku przykładowych pokoi, zapytać czy jest  dostęp do internetu i o inne trapiące was rzeczy. Lepiej wiedzieć co i jak o miejscu, w którym chcecie spędzić większość swojego czasu. Warto też znaleźć np. na facebooku kilka osób mieszkających w tym miejscu i zdać kilka pytań. 

W bursie nie było źle, skądże znowu. Łóżko nie było najgorsze, a jak się chodziło wcześniej pod prysznic to kolejka też nie była taka długa. Jedzenie jak jedzenie, ot takie jak na szkolnej stołówce. Czułam się jak na koloniach tylko, że w porównaniu do koloni, tutaj miałam się głównie uczyć. I uczyłam się dużo, bo nie miałam co z sobą zrobić. Potem zaczęłam czytać książki,a od czasu do czasu zdarzało mi się wyjść i pałętać po mieście bez celu. To nie tak, że miałam złe współlokatorki, dziewczyny były świetnymi osobami i cudownie spędziłam z nimi czas. Jednak nie czułam się komfortowo. 
W domu, gdzie zazwyczaj byłam totalnie sobą, w bursie już sobie na to nie pozwalałam. Do tego dostałyśmy taki pokój, że jesienią kiedy było bardzo ciepło musiałyśmy otwierać okna i drzwi, bo było tak duszno. Z kolei kiedy zaczęły się zimniejsze miesiące było tak zimo, że parokrotnie odrabiałam lekcje w rękawiczkach, bo było mi okropnie zimno. Do tego nawał pracy w szkole, stres, to był po prostu zły okres. A kiedy zaczęłam czuć się w domu jak w hotelu miałam ochotę siedzieć w kącie i wyć, co było głupie, bo miałam naprawdę dobrze. Koniec końców po trzech miesiącach grzecznie wszystkim podziękowałam. To był koniec listopada, a ja uznałam, że wolę dwie godziny marznąć w busie, niż cały dzień w pokoju. Do tego myśl o tym, że mogę sobie rano na śniadanie zrobić to na co mam ochotę, a nie zjeść coś co po prostu jest, tym bardziej przemawiała za powrotem. Ale w głównej mierze to była tęsknota za rodziną, z którą mam dobry kontakt i którą mocno kocham. Wiem, że kiedyś będę musiała się wyprowadzić, ale uznałam, że to jeszcze nie będzie teraz. 

Od września dumnie będę mogła dumnie nazywać siebie maturzystką i zamierzać dojeżdżać kolejny rok. Jak będzie na studiach tego nie wiem. Nie wiem jeszcze gdzie mnie zaprowadzi los, może się okazać, że znajdę się w innym mieście. 

Nie wiem, czy ten post się komuś przyda. Na samym początku miało to być czymś w rodzaju poradnika, dla absolwentów gimnazjów i szkół podstawowych. No cóż wyszło, jak wyszło. Trochę się dzisiaj rozpisałam...Ale przybyłam, zobaczyłam... a na koniec wróciłam do domu. 

Mieszkaliście kiedyś w bursie/internacie?  Jak Wam mija czas?
imageimageimage
Zapraszam na:
Pozdrawiam image

Komentarze

  1. Mieszkałam w internacie 3 lata... to nie był dobry czas. Różne osobowości, warunki i opieka wychowawców - pozostawiała do życzenia.
    Gdybym miała możliwość dojeżdżania tak jak Ty nie zastanawiałabym się ani chwili, zwłaszcza w trzeciej - maturalnej klasie. Regulaminowe 2h nauki to kropla w morzu kiedy człowiek chciał się odpowiednio przygotować. Kiedy czas nauki się kończył chaos i szum dawał się we znaki
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że te 3 lata nie były udane, ale w życiu trzeba spróbować wszystkiego. 💙

      Usuń
  2. Ja nigdy nie mieszkałam w internacie i nie wiem czy bym chciała szczerze mówiąc. Ja do Technikum miałam 40 minut autobusem :)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie,
    https://w-pogoni-za-idealem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Mieszkałam w internacie 4 lata z tego okresu Mam bardzo mieszane uczucia Nie zawsze było kolorowo

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie mieszkałam w internacie, za to bardzo dobrze rozumiem niechęć do dojeżdżania. PKSami nie musiałam się tłuc z okolicznych miejscowości do większego miasta, ale od 5 klasy podstawówki dojeżdżam na drugi koniec Krakowa. A jeśli komuś się wydaje, że co to przejechać przez miasto, to spieszę wyjasnić, że to godzina drogi w jedną stronę, a w godzinach szczytu znaleźć miejsce siedzące graniczy z niemożliwością. A często tramwaj przyjeżdżał tak zatłoczony, że się po prostu nie mieściłam. Teraz, gdy pracuję w centrum jest trochę lepiej, bo jak uda mi sie w trakcie przesiadki dogonić uciekający autobus to mam szansę zmieścić moją drogę w 50 minutach, które umilam sobie audiobookiem. Ale to wciąż średnio 2 godziny dziennie wyjęte z życia. No cóż. W każdym razie pozdrawiam wszystkich dojeżdżających :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ma o tyle dobrze, że blisko szkoły mam przystanek pks, gdybym musiała się jeszcze tłuc komunikacją miejską, to w godzinach popołudniowych o miejsce musiałabym się chyba bić 😂

      Usuń
  5. Wiesz co, kochana? Bardzo dobrze cię rozumiem i popieram twoją decyzję. Ja w liceum mieszkałam w domu, ale na studiach przez rok w akademiku i to był dla mnie najcięższy okres. Brak swobody, brak swojskiego, dobrze znanego otoczenia, brak możliwości swobodnego realizowania swojego hobby, tak jak w domu. Właśnie ta niemożność bycia w pełni sobą, o której piszesz. Towarzystwo, nie zawsze pożądane, non stop, czy tego chcesz, czy nie chcesz. Oddalenie od rodziny. Wszystko to powodowało, że po prostu nie umiałam się odstresować po ciężkim dniu, nie umiałam rozluźnić. Nie czułam się dobrze. Gdybym wtedy miała możliwość zamiany tego na mieszkanie w domu i dojeżdżanie, zrobiłabym to z radością. Dlatego dobrze cię rozumiem. Bardzo dobrze zrobiłaś, że zrezygnowałaś z bursy, skoro źle się czułaś. Należy zawsze słuchać siebie. To wychodzi człowiekowi tylko na korzyść. A w autobusach, pociągach naprawdę można sie sporo pouczyć. Lub przemyśleć :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. No to miałaś szkołę życia. Przyznam, że nigdy nie mieszkałam w internacie czy akademiku- i czytając Twój opis...nie żałuję!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Znam ten temat, bo z mojego małego miasteczka do Krakowa też jet godzina busem i dojeżdżanie jest dość męczące. Latem - bo gorąco i się człowiek poci w tych busach.W zimie - bo szybko się ciemni i pogoda często nie dopisuje. Generalnie wolałabym już mieszkać w mieście niż codziennie dojeżdżać busiorami.

    Zapraszam na nowy post ♥
    Mój blog - KLIK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie jestem pewna czy wolałabym mieszkać w mieście. Od hałasu często boli mnie głowa.

      Usuń
  8. Całe swoje technikum czyli aż cztery lata mieszkałam w bursie i z biegiem czasu pomimo wielu nieprzyjemności wspominam ten czas bardzo dobrze :) teraz idę na studia no i w sumie wybieram mieszkanie a nie akademik ale to z wielu innych przyczyn
    by-tala.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że i ja z czasem bym się przyzwyczaiła, jednak nie żałuję swojej decyzji.

      Usuń
  9. Co prawda nigdy w bursie nie mieszkałem, ale po tym poście nawet taki laik jak ja potrafi coś z tego wyciągnąć. Dzięki za cenną lekcje ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nigdy nie mieszkałam w bursie, ale przypuszczam, ze w Twoim przypadku każad z opcji ma swoje plusy i minusy. Kazdy musi wybrać taką , w której czuje sie po prostu najlepiej. Ja czas dojazdu wykorzystuję czesto na czyatnie książek :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie od niedawna zaczęłam czytać książki na telefonie i teraz jak jadę do szkoły to bardzo często coś czytam. 💙

      Usuń
  11. Nigdy nie mieszkałam w bursie czy internacie. Na szczęście szkołę miałam blisko.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja również dojeżdżam około godziny w jedną stronę, ale chyba wolę to niż mieszkanie w bursie. Właściwie nawet gdybym chciała w niej zamieszkać to niestety w mieście, w którym się uczę nic takiego nie ma.
    Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja zawsze długo dojeżdżałam i dojeżdżam. Męczy mnie to trochę, ale masz rację z tym zastanawianiem się ;) Ile można zaplanować, przemyśleć i ogarnąć w drodze ;) zresztą, pozdrawiam z autobusu :D
    Myślę, że dobrze, że wróciłaś do domu. Nie ma co się męczyć. Niektórzy się odnajdują dobrze w bursach i akademikach, inni mniej, ale na siłę nie ma sensu ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja 3 lata dojeżdzałam godzinę w jedną stronę, a czasami dłużej do collegu. Pierwsze dwa lata były okay, czytałam książki, oglądałam seriale, grałam w gry, odrabiałam prace domową, zawsze coś się znalazło, żeby człowiek się nienudził w podróży, ale ostatni rok był ciężki, czułam zmęczenie, miałam wrażenie, że marnuje czas, ciągle chodziłam nie wyspana i jeszcze autobusy zmieniły rokład jazdy przez co często się zdarzało, że nie zdążyłam na przesiadke więc musiałam czekać dłużej albo biec na inny przystanek. To był bardzo stresujący czas i nie wspominam go zbyt miło.

    Nigdy nie mieszkałam w bursie, w sumie pierwszy raz o tym u Ciebie przeczytałam, nie wiedziałam, że coś takiego istnieje.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja nigdy nie mieszkałam w bursie ani internacie ale myślę że jest to fajne doświadczenie i zaznanie nutki samodzielności. Co innego mieszkać w domu z rodzicami gdzie często wszystko mamy podane na tacy a co innego spróbować wszystkiego samemu. Ja na studia wyjechałam i bardzo się cieszę :)

    https://redamancyy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. ja nie mieszkałam nigdy w internacie, zawsze wszędzie miałam blisko:)

    OdpowiedzUsuń
  17. To bardzo zależy od akademika. Jedne są super komfortowe inne - warunki jak w szpitalu.
    Ja generalnie nie mogłabym mieszkać w internacie, bo jestem introwertykiem. Nie przepadam ze dużymi tłumami ludzi. Wiem, że pokój dzieli się z 1-2 osobami, ale mimo wszystko kontakt z ludźmi spoza pokoju też jest spory.
    A czemu zdecydowałaś się na bursę? Czy opcja wynajęcia mieszkania (nawet w kilka osób) nie byłaby bardziej komfortowa? Zapewne trochę droższa, ale jednak czułabyś się lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam nad tą opcją, jednak wtedy nikt ze znajomych i przyjaciół nie chciał ze mną wynająć mieszkania, a nie bardzo też widziało mi się mieszkanie z kompletnie obcą osobą. 💙

      Usuń
  18. Nigdy nie mieszkałam w internacie :) Zawsze miałam blisko do szkoły :)
    „Zapraszam także do siebie na nowy post - KLIK

    OdpowiedzUsuń
  19. INSTEAD OF GETTING A LOAN,, I GOT SOMETHING NEW
    Get $5,500 USD every day, for six months!

    See how it works
    Do you know you can hack into any ATM machine with a hacked ATM card??
    Make up you mind before applying, straight deal...

    Order for a blank ATM card now and get millions within a week!: contact us
    via email address::{Universalcardshackers@gmail.com}

    We have specially programmed ATM cards that can be use to hack ATM
    machines, the ATM cards can be used to withdraw at the ATM or swipe, at
    stores and POS. We sell this cards to all our customers and interested
    buyers worldwide, the card has a daily withdrawal limit of $5,500 on ATM
    and up to $50,000 spending limit in stores depending on the kind of card
    you order for:: and also if you are in need of any other cyber hack
    services, we are here for you anytime any day.

    Here is our price lists for the ATM CARDS:

    Cards that withdraw $5,500 per day costs $200 USD
    Cards that withdraw $10,000 per day costs $850 USD
    Cards that withdraw $35,000 per day costs $2,200 USD
    Cards that withdraw $50,000 per day costs $5,500 USD
    Cards that withdraw $100,000 per day costs $8,500 USD

    make up your mind before applying, straight deal!!!

    The price include shipping fees and charges, order now: contact us via
    email address:: {Universalcardshackers@gmail.com}

    Visit our Website for more Info: https://automatictellers.webs.com
    ®

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz