Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Trochę lat minęło!

Hejka! To znowu ja! Odfajkowałam dzisiaj olimpiadę biologiczną, więc może będzie mnie tutaj więcej. Ale... pożyjemy, zobaczymy...

A co z tym końcem roku?


Dzisiaj już odpocznijcie w końcu od tych recenzji, które co rusz wam serwuję. Może umówmy się, że dzisiaj zrobimy taki luźny post co? Bo wiecie, niby koniec roku szkolnego ma w następnym tygodniu, ale nauczyciele cisną nas gorzej niż w środku roku. A do tego trzeba cały czas uważać by przypadkiem ocena końcowa się nie zmieniła.



Ja wiem, wiem oceny to nie wszystko i chyba był o tym post ( tak tutaj xD). I w sumie mi już na nich nie zależy, a przynajmniej tak jak kiedyś. Te wszystkie piątki i szóstki nie dają nic wartościowego, no może prócz stypendium. Ale w liceum, jak już sama się o tym przekonałam, najważniejsza jest matura. I to właśnie wokół niej wszystko się kręci. Jeśli zdecydujecie iść na studia, to nikt nie spojrzy na wasze oceny, liczyć się będzie tylko wynik z matury. Najśmieszniejsze jest to, że ani matura ani oceny nie są dokładnym odzwierciedleniem naszej wiedzy, ale sama jedna systemu nauczania niestety nie zmienię.

Dlatego jeśli czytają mnie jacyś uczniowie, którzy są licealistami a może jeszcze będą, ludzie nie forsujcie się niepotrzebnie! Jeśli czujecie, że historia nijak wam nie idzie i się nudzicie, to nie starajcie się za wszelką cenę mieć z niej szóstki czy piątki. Lepiej skupić się na tym co lubicie robić. Przykładowo, jeśli czujesz, że matematyka to jest to może czas pomyśleć o czymś nadprogramowym, a może warto wziąć udział w jakimś konkursie czy olimpiadzie? Oczywiście zawsze warto się starać i dobrze jest wiedzieć dużo, bo jak to mawia moja Pani od Hisu "Może kiedyś będziecie w milionerach i dostaniecie pytanie o to." Jest wiedza, której prawdopodobnie nigdy nie wykorzystacie, ale jest i taka, która przyda się w najmniej oczekiwanym momencie.

Podsumowując dobrze jest być wykształconym, ale nie musicie być mistrzem w każdej dziedzinie. Wybierzcie to co Was interesuje, dogadajcie się z nauczycielami i róbcie to co sprawia Wam przyjemność, aby nauka nie była ciężarem, ale przyjemnością.

Mam nadzieję, że ma to jakiś sens.

Jeśli jesteście w liceum/technikum/zawodówce to jaki wy macie stosunek do ocen? A jeśli już dawno zamknęliście ten rozdział pochwalcie się jak to z Wami było, a jeśli ta przygoda dopiero przed Wami to jak ją sobie wyobrażacie?
Naprawdę jestem ciekawa, więc piszcie i się nie krępujcie!


imageimageimage
Zapraszam na:
 Facebook
Pozdrawiam  image


Komentarze

  1. Jako uczennica-stypendystka muszę powiedzieć, że przez cały rok walczyłam o jak najlepsze oceny.
    Nauka w szkole średniej nie należy do najłatwiejszych :D
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz bardzo dojrzałe podejście do tego tematu.
    Mnie wpajano w domu, że muszę mieć same dobre oceny, bo koleżanki mają, więc można. Całe życie miałam patrzeć się na innych i uważać na to, co o mnie mówią, a oceny miały być tą główna wyrocznią.
    Niestety z mojego punktu widzenia było tak, że uczę się dla rodziców, a to stawało się zwolna gehenną i skutecznie znienawidziłam szkołę. Nie czułam wcale, że robię coś dla siebie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi rodzice na szczęście uważają, że uczę się dla siebie i nie wymagają ode mnie nie wiadomo jakich rzeczy. Ale niestety często tak bywa, że rodzice wywierają świadomie bądź nieświadomie presję i szkoła staje się uciążliwym obowiązkiem.

      Usuń
  3. Zawsze lubiłam język niemiecki i właśnie do niego najbardziej się przykładałam :D Nie znosiłam wf i zawsze się dogadywałam z nauczycielką żeby robić jakieś gazetki szkolne czy coś a żeby nie ćwiczyć i mieć oceny D:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja strasznie lubię wf, szczególnie jak gramy w siatkówkę. A z niemieckim idzie mi tak ciężko, że szkoda gadać, ale Pani jest na szczęście wyrozumiała.

      Usuń
  4. Jestem już parę lat po studiach i powiem tak - nie warto starać się dla ocen, tylko dla samego siebie. Oczywiście - fajnie jest być dobrym, ale w dorosłym życiu nikt Cię nie spyta co miałaś w 5 klasie z matematyki. Serio ;)
    Studia - dla mnie to było przedłużenie dzieciństwa, możliwość samorozwoju, coś co robiłam bo mnie to interesowało. Papierek? Teraz każdy może go mieć, studia w dzisiejszych czasach nie znaczą NIC!
    Mamy masową produkcję magistrów, kiedyś skończenie studiów coś znaczyło, dzisiaj - nie oszukujmy się - studia może skończyć każdy.
    Więc owszem, fajnie jest być wykształconym, ale jeśli masz jakiś pomysł na siebie, który nie wymaga kończenia studiów, a Ty niekoniecznie masz ochotę spędzić kolejne kilka lat ucząc się, to uważam, że jest to bezsensowne marnowanie czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś wyższe wykształcenie owszem oznaczało lepszą pracę, ale teraz kiedy każdy może sobie pozwolić na studia to czasem nie opłaca się na nie iść. Nie jestem w stanie pojąć ludzi, którzy idą na studia po to żeby iść.

      Usuń
  5. Ja szkole mam już dawno za sobą

    OdpowiedzUsuń
  6. Uczęszczam jeszcze do technikum, a stosunek do ocen mam neutralny.
    Skupiam się na przedmiotach, które lubię :)
    Pozdrawiam! wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. W podstawówce się martwiłam, w liceum mi przeszło- grunt to zdrowy rozsądek. Lepiej sie skupić na tym co nas interesuje - niz na siłe starać sie byc dobrym z wszystkiego

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja zdecydowanie nie byłam z tych osób, które bardzo martwiły się o oceny. Oczywiście starałam się mieć jak najlepsze, ale jak coś do mnie nie przemawiało (historia) to nie uczyłam się na siłę, aby mieć same najwyższe stopnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam takie problemy z historią. Nigdy nie umiałam zapamiętać dat i imion jakichś ważnych postaci, co niekiedy było kluczowe w ocenianiu. Ale nigdy się tym nie przejmowałam jakoś bardzo. Jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził.

      Usuń
  9. Ja w tym roku pisałam maturę więc mam już jakiś czas wolne z czego się bardzo cieszę ^^ w technikum było nawet fajnie - trafiłam na spoko klasę więc źle tego nie wspominam choć przypuszczam że tak jak zawsze po kilku latach kontakt się urwie no ale cóż :)
    Życzę udanego zakończenia roku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za dobre wyniki z matury! Bardzo często kontakt z ludźmi z klasy po skończeniu szkoły się urywa. Ja miałam takie szczęście, że nadal z przyjaciółmi z gimnazjum utrzymujemy kontakt.

      Usuń
  10. Według mnie oceny są ważne, ale nie najważniejsze. W poprzednich etapach edukacji nie zauważyłam, by oceny odzwierciedlały wiedzę, dopiero na studiach to widzę. Więc wniosek taki - to zazwyczaj zależy od placówki i nauczycieli, jak próbują nas oceniać.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Z perspektywy czasu widzę, że pogoń za ocenami miał niewiele wspólnego z nauką, to była taka szkolna "gra o tron", czyli intrygi i różnego rodzaju techniki jak zagadać nauczyciela i wyżebrać szóstkę. Nie oszukujmy się, różnica mięcy 5 a 6 jest niewielka. Teoretycznie 5 to bardzo dobra ocena i dostaje się ją jak się wszystko dobrze umie, szóstki rzadko się dostaje w szkole, dlatego celująca ocena na koniec roku to często jest wyłącznie dobra wola nauczyciela. No i wtedy wkracza uczeń i żebra :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Jako osoba, która ma już szkołę a nawet studia za sobą, stwierdzam, że mogłam więcej czasu poświęcić na rozwijanie własnych talentów i naukę tego co mnie naprawdę interesuje. Miałam zawsze paski, bo skupiałam się, żeby we wszystkim być dobra. Skończyło się tak, że nie wiedziałam co zdawać na maturze ani na jakie studia iść. Miałam nawet etap przy wkraczaniu w dorosłość, że poczułam się jak życiowy nieudacznik bo te wszystkie świadectwa nawet na papier toaletowy się nie nadają a w pracy sobie nie radziłam. Trochę późno zaczęłam naprawdę realizować siebie i mam wrażenie, że zmarnowałam kupę czasu, bo dopiero teraz spełniam marzenia z dzieciństwa, które kiedyś olałam dla stopni :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Przestałam tak mocno dbać o oceny, chociaż nadal dbam o wysoką średnią. Po prostu pewne rzeczy odpuściłam. Mam wrażenie, że w poście opisałaś dokładnie mój przypadek - nie interesuje mnie historia, ale matma to jest to.
    Od września będę miała jedynie przedmioty, które sama sobie wybrałam, dlatego podchodzę do tego bardziej optymistycznie.
    W sumie w moim ostatnim wpisie naszła mnie podobna refleksja - warto się skupić jedynie na tym, co jest dla nas tak naprawdę istotne, zamiast próbować być najlepszym we wszystkim naraz.
    Buziaki ❤️
    Mona Bednarska

    OdpowiedzUsuń
  14. Super post. Krótko, zwięźle i na temat.
    Wg. mnie matura to podstawa, żeby dostać się na studia, na które chcemy. Na szczęście ja już ten etap mam za sobą i od października zaczynam drugi rok studiów. Tutaj praktycznie wszyscy mieli podejście "byle było 3.0", bo faktycznie oceny, jeśli się przydają to tylko do stypendium.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz